avatar wątek założył:
irinka
June 17, 2017, 11:16 p.m.
0
odsłon: 397, komentarzy: 4 / 4
ostatni wpis: irinka,
Sept. 5, 2017, 12:38 p.m.

Antonio Gaudi - piewca szczodrej miłości Stwórcy

Wątek przedstawiający sylwetkę architekta Antonio Gaudiego jako inspirację do wytrwałości w tym co robimy, bez względu na to, czy wydaje się nam to duże, czy małe

Leonardo da Vinci to wspaniały patron dla serwisu zajmującego się projektowaniem - wizjoner, artysta, badacz i inżynier, symbol "człowieka renesansu". Trudno jest porównywać osobowości, a ich szeregowanie jest wręcz niemożliwością. Mimo to, gdyby ktoś podjął się takiego szalonego pomysłu, a, dodatkowo ograniczył się "tylko" do architektury, to zaryzykuję twierdzenie, że jest ktoś, kto mógłby z Leonardem konkurować, mianowicie Antonio Gaudi. Inicjując wątek mu poświęcony liczę na to, że włączą się weń również inni forumowicze, by wspólnie wydobyć to, co najbardziej w Gaudim inspirujące, a może nawet fascynujące, w jego osobie i dziełach.

Fasady budowli Gaudiego wprost kipią od roślinnych i figuralnych rzeźb. Zawiłe linie prowadzą wzrok obserwatora w tajemnicze zaułki i pobudzają wyobraźnię. Fascynują wyrafinowane desenie. Kaskady detali pokrywają niemal każdy centymetr kwadratowy powierzchni ścian przykuwając uwagę. Niespotykana jest dbałość o szczegóły, zagęszczenie wysublimowanych elementów architektonicznych, z których, jak w naturze, żaden się nie powtarza. W sumie daje to wrażenie swego rodzaju przepychu, jednak nie przytłaczającego obserwatora. Raczej ustanawiany jest klimat baśniowy, w którym takie bogactwo form przyjmuje się jako zupełnie oczywiste. Jednak zamysł secesyjnego architekta wydaje się wynikać z pragnienia wyrażenia jego duchowej wrażliwości, dla której obfitość otaczającej natury mogła być wyrazem tylko jednego - nieskończonej miłości Boga do swoich dzieci. Biomorficzne prace Gaudiego są właśnie oparte na wnikliwej obserwacji piękna Bożego stworzenia, dogłębnym zrozumieniu struktury i praw nią rządzących. Wynikają z autorskiej interpretacji - matematycznej i precyzyjnej, a jednocześnie artystycznej i nieokiełznanej transformacji mającej wyrazić to do czego brak słów. Poeta napisał "perfekcja architektury to zamrożona muzyka", a Gaudi miał rzec "architektura króluje także w absolutnej ciszy". Innym razem zaś "nauka to kosz wypełniony wieloma rzeczami, z którymi nikt nie potrafi sobie poradzić, dopóki Sztuka nie położy swojej ręki na koszu i nie wyjmie z nigo dokładnie tego, co potrzebne do wykonania pracy".

Stare, zrujnowane w czasie karlistowskiej wojny domowej, opactwo w Poblet przypominało młodemu Gaudiemu model anatomiczny z widocznymi ścięgnami i mięśniami. Jako nastolatek, wraz z dwom przyjaciółmi przygotował plan jego renowacji - np. zadaniem Antonia było, bagatela, przebudowanie ścian, zabezpieczenie sklepień, odbudowa dachu... Młodzieńcy zakładali, że dysponując "małą gotówką na rozruch" doprowadziliby po niedługim czasie klasztor do samowystarczalności, a ich plany obejmowały utworzenie m.in. folwarku zwierzęcego, pasieki, sklepu z pamiątkami i domowymi przetworami typu "mydło i powidło", a także ośrodka kultury z apartamentami dla gości, kawiarni, sali bilardowej; w dalszej przyszłości młyna, tłoczni, apteki i banku. Autorzy projektu rozważali też wystąpienie do rządu po dotacje. Marzenia o stworzeniu całej wspólnoty opartej na uczciwej pracy pozostały obecne w ich życiu, a młodzieńcze plany udało im się do pewnego stopnia zrealizować. Jest to chyba jeden z bardziej inspirujących przykładów, że nie warto się poddawać, tylko trzeba "brać sie garść" i dążyć do tego, co dla nas ważne. Jak pisał Gaudi w swoim pamiętniku: "muszę ciężko pracować, aby przezwyciężyć trudności".

Jego koncepcje konstrukcyjne były poparte studiami organicznych kształtów, analizami wytrzymałości całej gamy materiałów, żmudnymi badaniami statyki budowli, prowadzonymi na przestrzennych modelach. Dzięki temu mógł powstać w ramach projektu Bazyliki Świętej Rodziny (Sagrada Familia) w Barcelonie imponujący zamysł wieży o wysokości 170 m (a ograniczenie się do tej wysokości nie wynikało z trudności konstrukcji, ale raczej z pokory Gaudiego - najwyższe naturalne wzniesienie w Barcelonie ma wysokość 173 m i artysta nie chciał tego progu przekraczać). Niestety wieży jak dotąd wciąż niezrealizowanej. Wspaniałe to dzieło jest bowiem wznoszone do dzisiaj, a autor projektu "ostatniej strzelistej jak gotyckie katedry" miał mawiać: "Mój Klient się nie spieszy".

Innym razem Gaudi powiedział:
Gaudi napisał(a): Ludzi można podzielić na dwa rodzaje: ludzi słowa i ludzi czynu. Pierwsi mówią, drudzy działają. Ja należę do tej drugiej grupy.
Brakuje mi środków, aby odpowiednio wyrazić siebie. Nie byłbym w stanie wytłumaczyć nikomu moich idei artystycznych. Nigdy nie miałem czasu, aby się nad nimi zastanowić. Życie spędziłem pracując.


Pod koniec życia artysta zamieszkał na terenie budowli pokutnej świątyni, której się całkowicie poświęcił. Gdy został potrącony przez tramwaj, nikt nie zorientował się, kim jest wyglądający jak żebrak i pozbawiony dokumentów człowiek. Artysta umierał przez trzy dni w hospicjum dla ubogich. Jego doczesne szczątki zostały pochowane w krypcie świątyni. którą tworzył. Jak napisał Gijs van Hensbergen "chrześcijańska pokora Gaudiego przyniosła zrozumienie, że wszyscy, w granicach własnych talentów i ograniczeń, powinniśmy starać się odegrać rolę w wielkim projekcie boskim; jakkolwiek duża czy mała mogłaby ona być".

Nie wiem w jakim stopniu Anotonio Gaudi był inspiracją dla Jacka Dukaja i Tomka Bagińskiego - twórców odpowiednio opowiadania i filmu "Katedra", ale nie mam wątpliwości, że ten secesyjny geniusz jest wraz ze swoim dorobkiem głęboką egzemplifikacją przedstawionej w filmie metaforycznej wizji, a stwierdzenie pisarza "to nie jest budynek, to rzeźba" właściwie kwituje Sagrada Familia.
Komentarze
avatar
irinka, 17 June 2017 o 23:16
Ranking: 0 pkt., 11 komentarzy, 2 wątków
avatar
tobiu, 27 June 2017 o 19:57
Ranking: 2 pkt., 35 komentarzy, 0 wątków
Pozwolę sobie zauważyć, że choć opowiadanie Dukaja zaczyna się wprawdzie od "W imię Ojca i Syna...", a kończy się dedykacją "Pamięci Antonio Gaudiego, sztuki jego wyobraźni", to jednak mam wątpliwości, czy utwór ten jest pochwałą "szczodrego Stwórcy". Zaryzykuję nawet twierdzenie, że pisarz przeciwstawia religijnemu światopoglądowi Gaudiego, podejście bardziej hm... egzystencjalistyczno-materialistyczne.

Zacznijmy od tego, że tytułowa Katedra z opowiadania Dukaja formalnie jest raczej nagrobkiem (a Izmir jest może bohaterem, ale nie jest uznanym świętym Kościoła). Rozumiem, że np. rzymskie "Tre Fontane" jest w miejscu, gdzie wg tradycji Kościoła został ścięty św. Paweł, ale kolejność postępowania była inna - najpierw uznano świętość Pawła, a dopiero potem wybudowano na chwałę Bogu kościół pod wezwaniem męczennika. Dostrzegam więc w tym wątku opowiadania symbolikę odmienną od stosowanej przez Gaudiego - nie jestem pewien, czy jest to wyraz jakiejś opozycji pisarza wobec Kościoła, czy, przy innej interpretacji, obraz nachalności pop kultury, która pośpiesznie uczyniła z Izmira swego rodzaju idola i przygotowała wokół jego, symbolicznego chyba, grobu zaplecze turystyczne.

Opis Katedry przedstawiony przez Dukaja jest w moim odczuciu bardzo ciemny, przygnębiający, nie podkreśla ani życiodajnej miłości Boga ani nawet tryskającej życiem natury, ale kosmiczną pustkę, zimno kamienia i obojętność algorytmicznych przekształceń:
"Więc teraz Katedra. Olbrzymia, wspaniała. Wychodzisz ze śluzy biosfery i widzisz ją - Katedrę - przed/ponad sobą: poszarpany cień na tle gwiazd. Trzeba światła, żeby docenić jej architekturę, a światła właśnie brak: Levie już daleko, Madeleine jeszcze nie wystarczająco blisko. Teraz, w długim okresie kosmicznego interhelium, Katedra jest przede wszystkim Tajemnicą. Do głównego portalu od śluzy prowadzi po stoku krateru kręta trakcja, schodzi się wyrąbaną w zimnym kamieniu ścieżką, z linką asekuracyjną obligatoryjnie zaczepianą u pasa przez automat zewnętrznych wrót. Zazwyczaj zwycięża wtedy ciekawość i schodzący włącza potężny reflektor próżniowego skafandra. Biały palec reflektora może jednak dotykać tylko poszczególnych fragmentów budowli, przesuwać po nich po kolei - jasnym naskórkiem po powierzchni Katedry: stąd dotąd, stąd dotąd. Schodząc, trudno utrzymać światło nakierowane na jeden i ten sam punkt - więc człowiek przystaje, zagapia się, wodzi gorącym paluchem po skalnej kreacji; takie zejście od śluzy (dwieście metrów) może trwać i godzinę. Wiem, bo tyle właśnie trwało w moim przypadku: ksiądz Mirton czekał przy grobie, powiedział potem, że się spodziewał, niektórzy siadają na stoku i zapadają w jakieś katatoniczne zauroczenie, dopiero alarmy skafandra ich budzą. Nie dziwota. To nie jest budynek, to rzeźba. Ale też i nie rzeźba. Ugerzo, zamawiając, wiedział, że to, co tu wyhoduje, nie będzie służyć zwykłym celom, że funkcjonalność Katedry nie ma znaczenia wobec jej symboliki. Ograniczenie było tylko jedno: grób Izmira i ołtarz - one mieściły się wewnątrz, objęte autonomiczną minibiosferą, dla nich musiało ocaleć miejsce, wolne dojście dla wiernych. Resztę pozostawiono wyobraźni designerów oraz ergodyczności założonych algorytmów wzrostu. Siew objął zatem wnętrze okręgu dookoła mogiły, jakieś czterysta metrów kwadratowych. W prawie-nieważkości planetoidy żywokryst wystrzelił był na blisko ćwierć kilometra wzwyż. Kiedy się patrzy od strony śluzy kraterowej biosfery, wygląda to tak: hiperboloidalny korpus z wywiniętymi w krzywe skrzydła, łukowatymi żebrami pośrodku; na flankach zaś - asymetryczne wieże zakończone kamiennymi wykwitami strzępiastych liści, niczym zamrożone czarną próżnią w chwili eksplozji węglowe szrapnele. Forma mówi o ucieczce duszy, która w okrutnym bólu wyrywa się z okowów materii ku gwiaździstej pustce. Gdy światło zaczyna tu śledzić jakąś linię, krawędź, załamanie, żebro kopuły - szybko wyciska z mroku ostre szczegóły, ociekające gęsto twardymi cieniami, i oko wpada w spiralę dociekliwości, tym szczegółom nie ma końca, fraktalowe algorytmy żywokrystu przydały tu wszelkim figurom pozorne ułamkowe wymiary, oko się gubi. Dookoła wież pną się ku stopklatkom śmierci spirale Escherowych schodów, pod pewnym kątem wygląda to nawet na drogę, którą człowiek faktycznie może przebyć, ale w rzeczywistości, gdy światło ogarnie większy fragment Katedry, widać, że musiałby to być raczej pająk niż człowiek; i że nawet on donikąd by w końcu nie dotarł. Asymetria wież powoduje, iż cały ten ażur żywokrystu zdaje się chylić ku kraterowi, ku patrzącemu, i na jego prawą stronę; natomiast przewrotność algorytmów redukcyjnych odpowiedzialnych za kształt zewnętrznych powierzchni nawy głównej - iż toczy Katedrę jakiś nowotwór kamienia, że mianowicie patrzący widzi właśnie ostatnią, przedśmiertną postać budowli, a zaraz - za dzień, dwa - zapadnie się ona w siebie, sklęśnie, przegnije, trzasną pod ciężarem udręczonego kamienia strzeliste żebra, zwieńczony krzyżem kręgosłup runie w cieniste przestrzenie organów wewnętrznych i spomiędzy szczęk wysuniętego portalu wytoczy się powolna lawina kruchej krwi Katedry. Forma mówi o udręce samotnego konania, słabości materii, która zatruwa zwątpieniem niewidzialnego ducha. A jeśli się zgasi reflektor i chwilę tak posiedzi na stoku, może też kawałek przejdzie tam i z powrotem pod asekuracyjną trakcją - jeśli się to uczyni, głodna źrenica wyłapie pojedyncze promienie światła bijące z wysokiej bryły cienia. Gwiazdy prześwietlają Katedrę na przestrzał. Nie posiada ona wszak ścian ani dachu, bo do niczego nie są jej jako budynkowi potrzebne - to przecież nie jest budynek - a przezroczysta półsfera, przykrywająca grób Izmira i ołtarz, sama spełnia wszystkie konieczne ich funkcje. Toteż w rzeczy samej nie mamy tu do czynienia z bryłą ergonomiczną. Wnętrze konstrukcji nie jest puste i, chociaż tego już człowiek nie zobaczy, wypełnia je takie samo misterium żywokrystnych przekształceń, jakie wyrzeźbiło części widoczne. Więc o określonej porze określone gwiazdy są w stanie posłać swe światło przez Katedrę. Schodzący ku niej rejestruje co chwila błyski jasności z tej gigantycznej plamy mroku, prawie jak sygnały rozpadu w komorze próżniowej: strzały z nicości. Potem wchodzi w cień portalu, zamykają się dookoła niego kurtyny zamarzniętych fal, gąszcz żelazowych krzaków, brodzi w wylewach jeziora bólu. Zakręt, światło - i stoi przed grobem".

Pozwoliłem sobie na kilka podkreśleń w powyższym cytacie z opowiadania Dukaja, w szczególności zwracam uwagę, że w tym opisie "dusza wyrywa się ku gwiaździstej pustce", a nie ku Bogu. Dostrzegam więc w tym raczej oznakę trudności pisarza w odnalezieniu Boga lub wręcz wątpliwości co do jego obecności i aktywnego udziału w naszym życiu. W szczególności przedstawiony przez twórcę ksiądz, fakt, w sytuacji terminalnej i majacząc, wyraża się w sposób następujący:
"Kiedyś jacyś alieni znajdą tu mój szkielet i odczytają te nagrania. Tyle będą o mnie wiedzieli, co usłyszą (albo wywąchają, po konwersji). No więc ten kościotrup posiadał kiedyś wcale sporą masę mięśniową, tkanki tłuszczowej nieco więcej, niż wynikałoby z proporcji, skórę w kolorze odrobinę jaśniejszym aniżeli te tu skały, ale włosy właśnie takie. W gruncie rzeczy był równie nędznym przedstawicielem homo sapiens (to wewnętrzna nazwa kodowa), jak reszta jego gatunkowych pobratymców, co wyroili się z rodzimej planety w ekosfery pobliskich gwiazd. Informacja przetworzona przez jego układ nerwowy nie spowodowała - przynajmniej w jego wiedzy - żadnych wielkich zmian w otoczeniu. Aż po ostateczny shutdown nie był pewien, czy jego istnienie podniosło, czy też obniżyło sumaryczną entropię systemu. Przez większość czasu funkcjonował, opierając się na założeniu, iż jest to system moderowany, a główny admin nigdy nie zapomniał wszystkich kodów dostępu. Czasami wszakże zmieniał założenia, a to gdy natknąwszy się na wyjątkowo zabugowane procedury wnosił był do maintainera gorące propozycje patchów, a przy ponownym wykonaniu okazywało się, że żaden upgrade nie nastąpił. To jednak mijało po kolejnym reloadzie z ROM-u. Istniał tylko w jednym egzemplarzu".

Podsumowując opowiadanie Dukaja, choć odnosi się wprost do Gaudiego, to zawiera w sobie ilustracje koncepcji zgoła odmiennych od tych, które wydają się przyświecać, przyjmującemu codziennie Komunię Św., architektowi.
avatar
tobiu, 31 July 2017 o 22:21
Ranking: 2 pkt., 35 komentarzy, 0 wątków
Jeszcze jedno: w ostatnich latach swojego życia Antonio Gaudi przyjmował codziennie Komunię Świętą. W Kościele wierzy się, że kto przyjmuje Chrystusa w Eucharystii ten Mu się oddaje i wrasta w Jego Mistyczne Ciało. Przyjęcie Jezusa jest decyzją wyznawcy, podejmowaną przez niego w wolności. Bóg, w którego wierzył Gaudi, szanuje wolność człowieka i nie zmusza nas do niczego. Efektem zjednoczenia z Bogiem jest życie wieczne.

Tymczasem Róg, planetoida na której rozgrywa się akcja "Katedry" Dukaja, zatrzymuje swoich "wybrańców" podstępem i siłą, a próba jej opuszczenia prowadzi ofiarę do objawów śmierci klinicznej, które wszakże ustają, gdy ciało skazańca wraca na planetoidę... Relacja między Rogiem, a jego ofiarą, przypomina więc raczej jakieś diabelskie usidlenie, uzależnienie, czy nałóg - słowem jest zaprzeczeniem wolności. Oddajmy zresztą głos Dukajowi i przytoczmy fragment jego "Katedry":

Źle. Nie wiem co, ale strasznie to wygląda. Czarne fraktale kolców. Dlaczego Bedusadus i McYine tego nie wykryli? Teraz widać w każdym powiększeniu osocza, na tomografiach. Neożywokryst w moim ciele. Dużo i coraz więcej. Zabije mnie. Terrence mówi:
- Tygodnie.
Ktoś musiał mi wstrzyknąć. Kiedy? Gdzie? Jak?
Dlaczego oni tego wcześniej nie wykryli?!
avatar
mazak, 01 August 2017 o 18:43
Ranking: 1 pkt., 23 komentarzy, 2 wątków
Tobiu,
odniesienie do "Katedry" Dukaja to tylko drobny, wręcz marginalny, komentarz z całej wypowiedzi Irinki. Nie pasuje Ci to opowiadanie? OK, masz do tego prawo, ale czy nie wydaje Ci się, że trochę za bardzo się tym nakręcasz? Przecież to fajnie, że Irinka się podzieliła swoimi refleksjami na temat Gaudiego, nie? A, uwaga, Ty nigdzie o tym nie wspomniałeś. Tobie, za Twój komentarz też dziękuję, ale chyba przydałoby Ci się bardziej pozytywne nastawienie i więcej empatii.
avatar
irinka, 05 September 2017 o 12:38
Ranking: 0 pkt., 11 komentarzy, 2 wątków
Dzięki za wsparcie, Mazak. Brakowało mi właśnie tego ciepłego słowa.
Do opowiadania Dukaja trafiłam przez film Bagińskiego i wydawało mi się, że ilustruje on fakt, iż przez całe swoje życie coś budujemy, coś zostawiamy po sobie i to jest jest nasz indywidualny wkład w ogólnoludzką budowlę. Nawet jeśli mamy łaskę wiary i rozeznania, głębokie przekonanie o słuszności drogi, którą dane jest nam kroczyć, a na dodatek jeszcze otrzymaliśmy wrażliwość pozwalając dostrzec piękno tego co, pomimo własnych ograniczeń, często niezasłużenie, udaje się nam jakoś współtworzyć, to chyba nawet wtedy, "przejście do domu Ojca" pozostaje dramatyczne?
Przyznaję, że cytaty podane przez Tobiu wskazują na to, że przynajmniej na etapie pisania "Katedry" Dukaj prowadził jakiś spór z Bogiem, ale to nie zmienia faktu, że w jego opisach widać też zachwyt nad Gaudim - np. gdy pisze: "To nie jest budynek, to rzeźba". Czy wręcz przemyślenia na temat wpływów z jakich Gaudi zapewne czerpał: "Wasojfemgus skręcił za białościenny budynek o wyszukanej arabskiej architekturze i tu zatrzymał gruisa. Wysiadł, machnął mi ręką i ruszył ku cieniom strzelistych arkad".

Przyznam się, że nie bardzo rozeznaję się w aparacie pojęciowym z którego Dukaj skorzystał. Nie wiem, czy ma jakikolwiek sens np. mówienie o "ergodyczności algorytmów wzrostu", choć jednak intuicyjnie wyłapuję (urokliwą) swobodę Dukajowego fantazjowania w pisaniu o "przewrotności algorytmów redukcyjnych odpowiedzialnych za kształt zewnętrznych powierzchni". Gdy jednak w kontekście architektonicznym pojawiają się np. fraktale to traktuję je po prostu jako pewne zjawisko estetyczne; być może wywodzące się z pogranicza świata nauk ścisłych i przyrodniczych, ale nie wnikam w takie szczegóły.

Może się mylę, ale odnoszę Tobiu wrażenie, że chyba trochę "za bardzo uczesany jesteś" i chciałbyś też innych uczesać wg siebie. Specjalnie dla Ciebie więc poniżej fragment z "Twierdzy":
Antoine de Saint-Exupery napisał(a):
Drzewo to, moim zdaniem, pewien ład. Ale ład jest tutaj jednością, która scala to, co różnorodne. Na jednej gałęzi ptak uwił gniazdo, ale na drugiej gniazda nie ma. Na jednej są owoce, na innej - nie. Jedna rośnie ku niebu, druga chyli się ku ziemi. Ale moi generałowie rządzą się wyobrażeniem o wojskowej defiladzie i twierdzą, że ład panuje tylko wśród przedmiotów, które się niczym między sobą nie różnią. Toteż, gdybym im dał wolną rękę, postanowiliby ulepszyć święte księgi, ukazujące ład Bożej mądrości, i uporządkowaliby litery, gdyż nawet dziecko pozna, że w książce litery są zupełnie wymieszane. Daliby więc razem wszystkie A, wszystkie B, wszystkie C - aż otrzymaliby książkę w pełni uporządkowaną. Książkę w sam raz dla generałów.

;-P