avatar wątek założył:
Ignacy
Jan. 18, 2019, 7:10 p.m.
0
odsłon: 415, komentarzy: 0 / 0

Hotel Bristol

Dziś o hotelu nieco innym i dużo starszym od Marriottu.


Najdroższy i najbardziej reprezentacyjny w stolicy, otwarty w 1901 roku, ponad wiek temu. Założył go prezydent, a później, po latach otwierała Margaret Thatcher. Tam też Piłsudski oficjalnie zrezygnował z polityki. Oto Hotel Bristol, jedyne miejsce stolicy, w którym nocleg za dobę może kosztować prawie 2 tys. euro. Józef Jabłonowski, jeden z przedwojennych pracowników wspomina, jak wielki prestiż przynosiła niegdyś praca w Bristolu:

Boye hotelowi, żeby nie rosnąć pili ocet, wypruwali sobie mankiety w spodniach, żeby nikt nie zauważył, że urośli.

Kliknij, ab dodać do projektu

Zawrotne tempo

Praca za dnia, w nocy, niedziele i święta pozwoliła osiągnąć cel inwestorów - sama budowa, nie licząc prac wykończeniowych trwała zaledwie osiem miesięcy. Żeby dopilnować realizacji projektu architekci konsultowali się z inżynierami i majstrami co dwie noce. W taki sposób powstał gmach, który łączył w sobie świadomy, neorenesansowy konserwatyzm fasad z innowacyjnością modernizmu.

Pomysł budził emocje nawet ówczesnej prasy. W maju, w 1899 roku, w "Kurierze Warszawskim" możemy przeczytać o położeniu kamienia węgielnego pod budowę nowego hotelu, w lipcu czytamy o słabej jakości murach pałacu Namiestnikowskiego, które mają przylegać do budowanych ścian nośnych. W październiku powstaje trzecia kondygnacja. W kwietniu 1899 roku - spektakularny moment testu ogniotrwałych, stalowych konstrukcji. Wrzesień - Warszawiacy po raz pierwszy mogą oglądać panoramę Wisły ze szczytu ulicy Karowej, a 17 listopada 1901 roku, punktualnie o godzinie 13:00 - uroczyste otwarcie. Co prawda, brakowało na nim głównych inicjatorów przedsiębiorstwa, czyli Stanisława Roszkowskiego i kompozytora, przyszłego prezydenta RP - Ignacego Paderewskiego, ale nie da się ukryć, że było to ważne wydarzenie dla Warszawy.

Kliknij, ab dodać do projektu

Secesja, luksus i rachunek

Pierwotnie Bristol miał prowokować swoim nowatorstwem. Koncepcja ta, jednak zbyt odważna, nie przeszła. Późniejsze poprawki Władysława Marconiego zmieniły kształt hotelu na taki, jaki znamy obecnie. Za przedwojenne wnętrza odpowiadał Otto Wagner młodszy i to dzięki niemu były one tak niezwykłe.

Z ulicy wchodziło się do dużego, secesyjnego hallu, gdzie witał nas portier, lekkie wiklinowe meble, modne boazerie z jasnego drewna, rośliny doniczkowe oraz dywan z bogatym motywem roślinnym.Na każdym z czterech pięter można było wynająć jeden z 50 pokoi, 80 z nich miało dodatkowo przedpokój, salon, a 20 oferowało wannę i WC. Każdy gość mógł wybrać sobie styl mebli i wykończenia: barok gdański, Ludwik XV, Ludwik XVI, XVIII Chippendale lub art deco. Na czas pobytu, odwiedzający mogli skorzystać z usług 180 osobowego personelu, który co ciekawe, od 1901 roku systematycznie się zwiększał. Już niespełna 5 lat później, w Bristolu było zatrudnionych ponad 250 pracowników, od kancelistów na pokojowych, kelnerkach i pomywaczach kończąc.

Pierwotnie, cena za nocleg zmniejszała się z wysokością piętra. Za słynny numer 105, czyli apartament Paderewskiego musielibyśmy zapłacić w 1912 roku około 25 rubli, pozostałe pokoje na pierwszym piętrze - około 12-15 rubli. Drugie i trzecie piętro - od 10 do 16 rubli, czwarte - ok. 8 rubli. Najtańsze można było wynająć już za 1 rubla i 25 kopiejek. I tu informacja. Przeciętna służąca, w zamożnym domu, otrzymywała między 6 a 9 rubli za miesiąc pracy.

Po odzyskaniu niepodległości ceny mocno spadły, bo hotel stracił status nowo wybudowanego. Straciło też znaczenie piętro. W oparciu o nieco późniejszy cennik, przeliczając to na dzisiejsze, przy założeniu, że złotówka w 1926 roku byłaby warta dziś ok 15 złotych widzimy: apartament Paderewskiego 1740 zł, pokoje na pierwszym piętrze - ok. 1035 zł, pozostałe pokoje, podobnie - ok. 640 zł. Najtańszy już za 90 zł.

Kliknij, ab dodać do projektu

Ogniotrwałe, stalowe konstrukcje i kryształowe windy

Co ciekawe, większość materiałów budowlanych pochodziła z pobliskich terenów Królestwa Polskiego. Z zagranicy sprowadzono jedynie wyjątkowo trudno dostępne elementy, takie jak mechanizmy wind, stiuki, pralnie, kuchnie, wanny czy 8 szyb wystawowych, umieszczonych w witrynach na parterze, o imponującej powierzchni 18 m2 każda, przywiezionych aż z huty w Petersburgu.

Wspominałem wcześniej o teście stalowych konstrukcji. W myśl nowoczesnej inżynierii cały hotel miał opierać się na takim właśnie, ważącym prawie 500 ton, ogniotrwałym szkielecie. Za montaż i późniejszy sprawdzian jakości stropów odpowiadała firma Mierzyński i Pol. W dniu weryfikacji zamiast ustalonego obciążenia - 300 kg na m2 użyto ciężaru ważącego ponad trzy razy więcej. Belki wytrzymały, wykazując minimalny odchył 2 mm. Istotnie, prawdziwie spektakularny sukces.

Nowinką technologiczną w budynku było centralne ogrzewanie i mała elektrownia w postaci trzech silników spalinowych. Później, gdy instalacje włączono do miejskiej sieci, w sytuacji nagłego odcięcia dopływu energii hotel mógł funkcjonować jeszcze przez dodatkowe pięć godzin. W łazienkach goście mogli liczyć na ciepłą wodę w kranach, a na piętra woziła ich piękna kryształowa winda, poruszająca się z prędkością 110 cm/sek., mieszcząca łącznie osiem osób (pracownicy mieli do użytku 10, własnych dźwigów technicznych). Atrakcje stanowiły też boazerie i okleiny drzwi z drewna egzotycznego, czy specjalne dwustronne szafy, z drzwiami od strony pokoi i korytarza w numerach, gdzie nie było specjalnie wydzielonych przedpokojów.

Ciekawostką było także poddasze. Znajdowało się tam mieszkanie dyrektora hotelu, przeszklone atelier postaci warszawskiej fotografii - Jadwigi Golczówny oraz... izolatka dla chorych gości, którzy zażyczyli sobie opiekę medyczną (zaplanowano tam nawet oddzielną przestrzeń dla towarzyszącego medyka).

Zyski i ile to wszystko kosztowało

Łączny koszt budowy wyniósł ponad 2 mln rubli. Z czego 1 695 300 rubli to koszt samego wzniesienia gmachu, wykończenia i wyposażenia go w krajowej produkcji meble powstałe w sławnym niegdyś Zakładzie Zdzisława Szczerbińskiego, nazywanym też Fabryką Kamlera lub Warszawską Fabryką Mebli Stylowych (zakład ten mieścił się na Woli). Na uruchomienie wewnętrznej elektrowni przeznaczono 109 900 rubli. Montaż wind 38 000 rubli. Wynagrodzenia dla budowniczych, inżynierów i majstrów zajęły 154 500 rubli, a wspomniane już, importowane materiały kosztowały w całości zaledwie 75 000 rubli (z czego same petersburskie witryny kosztowały 11 700 rubli). Był to też poniekąd pokaz siły polskiego przemysłu w zaborze rosyjskim.

Inwestycja zaczęła się zwracać już po upływie roku. Z 0,5 mln. rubli rocznego obrotu do kasy trafiło ok. 70 tys. rubli. Stan ten trwał do 1905 roku, kiedy to w Warszawie wybuchły robotnicze strajki. Później hotel, utrzymywał się głównie z wynajmu lokali użytkowych i restauracji. Druga fala zysków, niemal dwukrotnie większych przyszła dopiero z rokiem 1912. Największy ruch panował podobno jesienią i zimą. Zaczynał się w listopadzie i kończył na początku marca. Głównie przyjeżdżali klienci, których można by dziś określić mianem biznesowych - fabrykanci oraz właściciele różnych przedsiębiorstw. Ziemiaństwo, jak i carscy urzędnicy pojawiali się w Bristolu wyjątkowo rzadko. Podobnie jednak, jak wszyscy zamożni Warszawiacy przepadli za balami karnawałowymi i noworocznymi. Według różnych przekazów nie można było znaleźć lepszych w całej stolicy.

Kliknij, ab dodać do projektu

Zmierzch

Prosperita nie trwała długo, bo zaledwie dwa lata do wybuchu I Wojny Światowej. Ustał ruch. Wraz z wkroczeniem niemieckich wojsk do miasta większość pokoi zajmowali żołnierze opłacani przez administrację cesarza. Rotacja, ludzi i wojenne warunki poskutkowały zniszczeniem większości secesyjnych wnętrz. Brakowało funduszy przez co władze hotelu były zmuszone do sprzedaży części wyposażenia. Koniec walk oznaczał dla hotelu setki tysięcy rubli straty i konieczność kapitalnego remontu, ale to materiał na zupełnie inną opowieść...
Franciszek Semko
Komentarze
avatar
Ignacy, 18 January 2019 o 19:10
Ranking: 2 pkt., 0 komentarzy, 18 wątków