avatar wątek założył:
Ignacy
Feb. 3, 2019, 12:26 p.m.
0
odsłon: 148, komentarzy: 0 / 0

Kościół Wizytek

albo kościół pod wezwaniem opieki świętego Józefa


Sprowadzenie Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Panny Marii miało znaczenie polityczne dawno, dawno temu. Teraz, sam zakon jak i świątynia będąca jego częścią też mają znaczenie. Ale bardziej dla historii miasta.

Kliknij, ab dodać do projektu

Trudno znaleźć budynek w Warszawie, który przeszedłby aż tyle. Budowanie na raty, katastrofę budowlaną, brak fundatorów, denominację środków pieniężnych, zawieruchę XIX w., wreszcie I i II Wojnę Światową. A to wszystko praktycznie bez szwanku aż do dziś. Zarówno kościół jak i klasztor Wizytek wyjątkowo dobrze przetrwał próbę czasu. Został też jednym z najbardziej lubianych zabytków stolicy.

Francuska intryga

Podobno, gdy Ludwika Maria de Gonzaga, późniejsza żona Władysława IV, trafiła do Polski była bardziej wzruszona przyjazdem niż posłowie, którzy przyjęli ją wraz z jej dworem. Przyszła królowa wiedziała, że kości zostały rzucone i nie już ma powrotu, dopóki nie zrealizuje swojej misji, czyli nie zmieni orientacji politycznej polskiego monarchy z prohabsburskiej na profrancuską.

Realizacja tego planu, jak się okazało, nie polegała wyłącznie na kierowaniu dworskimi intrygami, ale też na zaszczepianiu w Rzeczpospolitej kultury francuskiej. Stąd też w kraju zaczęły pojawiać się liczne zakony pochodzące z Francji: Zgromadzenia Księży Misjonarzy (w 1651 r.), Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia (w 1652 r.) i Zakon Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, czyli inaczej Wizytek (w 1654 r.).

Królowa ufundowała budowę drewnianego klasztoru oraz kościoła pod wezwaniem opieki św. Józefa, który znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie Pałacu Kazimierzowskiego. Gdy Ludwika Maria potrzebowała wytchnienia od dworskiej polityki, zawsze mogła znaleźć tam cichy i spokojny azyl.

Samo sprowadzenie zakonnic, ich podróż do stolicy, ufundowanie naczyń i przedmiotów liturgicznych, jak również zakup przynoszącego dochody starostwa Kamieńczyk kosztowało prawie 300 tys. złotych. Na tamte czasy była to suma niebotyczna. W tym miejscu pojawia się też pewien problem, ponieważ w źródłach wszelkie kwoty funkcjonują przynajmniej w trzech różnych systemach monetarnych. Utrudnia to jakiekolwiek szacowanie, czy przeliczanie ówczesnych wartości na dzisiejsze pieniądze.

Klasztor murowany

Kliknij, ab dodać do projektu

Ludwika Maria chciała, jeszcze za życia, zamienić zabudowę klasztoru z drewnianej na murowaną. Niestety zmarła w 1667 roku. Na początku XVIII w., inicjatywę po niej przejęła nowa fundatorka, Elżbieta Sieniawska. Wspierała klasztor aż do swojej śmierci w 1729 roku. Rok wcześniej zatrudniła architekta Karola Baya, który pracował nad zabudowaniami do 1734 roku, kiedy to skończyły się fundusze zapisane w testamencie na rzecz zakonu. Niestety, sześć lat później umarł i sam architekt. Budowa stanęła w miejscu.

Przez 20 lat, klasztorny kościół stał niedokończony. Trudną sytuację zmieniła dopiero katastrofa, która miała miejsce tuż po nocnej mszy, w 1754 roku. Na głowy wiernych spadł dach. Ciężar pokrywy dachowej był zbyt duży i źle rozłożony na podporach. W pewnym momencie podpory te zwyczajnie nie były w stanie jej dłużej utrzymać. W kronikach klasztornych znaleźć można taki wpis:

Tegoż roku [1754] zdarzył się przykry wypadek [...] Po odprawieniu nabożeństwa nocnego, zaraz po północy, z powodu krokwi przegniłych cały dach zapadł się do wewnątrz budynku, bez najmniejszego wiatru, szczęście, że było to w nocy. Gdyby katastrofa wydarzyła się za dnia, bezwzględnie wiele osób zostałoby przywalonych [...] Hałas jaki to spowodowało był okropny, podobny do kilku grzmotów padających jeden za drugim.

Siostra przełożona Franciszka Cecylia Mazzini postanowiła nie czekać na kolejny wypadek i jak najszybciej dokończyć budowę, aby świątynia nie zawaliła się całkowicie. Dzięki jej staraniom, w 1755 roku udało jej się nie tylko odbudować dach, ale i dokończyć wnętrza.

Kontynuatorką po jej śmierci została siostra Ludwika Helena Zborowska. Za pomocą pożyczki od dziedziców fortuny Sieniawskich, rozłożonej na cztery raty po 40 tys. złotych rozpoczęła drugi etap budowy kościoła, w którym zmienił on swój styl z barokowego na rokoko. Prace trwały dwa lata (1760-1762) i wiąże się z nimi ciekawa historia, ponieważ, gdy rozliczenia klasztoru zostały oficjalnie zamknięte to król August III wprowadził denominacje pieniądza. 10 tys. złotych, po roku 1762 warte było zaledwie połowę tej kwoty. Gdyby nie pośpiech, poświęcenie i determinacja siostry Ludwiki Heleny prawdopodobnie klasztor znów zostałby bez środków finansowych.

W przypadku pierwszego etapu znamy nazwisko głównego projektanta, Karola Baya. W drugim, tożsamość głównego architekta jest dla nas pewną zagadką. Na stronie internetowej sióstr Wizytek znajdziemy informację, że Archiwalnie poświadczonymi architektami budowy są Karol Bay i Jakub Fontana. Ale temat budzi do dziś sporo kontrowersji. Fontana według badań Juliusza Chrościckiego zajmował się głównie sprawą kanału melioracyjnego, którym deszczówka i woda z ulic spływała z klasztoru, na dół, w stronę Wisły. Varsavianista uważa, że domniemanym budowniczym jest albo Efraim Schroeger, autor wielkiego ołtarza i zwieńczeń fasady albo twórca rzeźb znajdujących się na fasadzie, Jan Jerzy Plersch.

Kilka słów o wyglądzie kościoła

Kliknij, ab dodać do projektu

Fronton kościoła został zaprojektowany przestrzennie, w postaci naprzemiennych wycinków murów, raz wklęsłych i raz wypukłych. Podobnie twórca zaprojektował kolumny, raz są wychylone do przodu, a raz cofnięte w głąb ściany. Fasadę podzielono na osie i kondygnacje. Pięć osi, na pierwszej kondygnacji, trzy na drugiej i jedną oś u samego szczytu. Daje to wrażenie lekkości i dynamizmu, przez co cała świątynia wygląda na lekką, nie monumentalną.

Identyczne wrażenie sprawia wnętrze. Jasne, pełne złoceń, eleganckie. Nie bez powodu kościół Wizytek był ulubioną świątynią arystokracji. Mieniące się ramy i kolumny zamykają ramy nasyconych i ciemnych obrazów.

Warto zwrócić uwagę na rzeźby na najwyższej kondygnacji. We wnęce, dwie stojące postacie to brzemienne Maria i Elżbieta, a na cokołach stoją: św. Anna, św. Joachim i św. Jan Chrzciciel i św. Józef. W tympanonie widnieje motyw oka Opatrzności Bożej, wpisanego w trójkąt. A całość zwieńczona jest krzyżem adorowanym przez dwa anioły.

Kliknij, ab dodać do projektu

Wiek XIX i XX

Funkcjonowanie klasztoru zmieniło się w momencie zaborów. Wizytki utraciły wiele gruntów w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej i później powstania listopadowego. Systematycznie topniejący majątek nie wystarczał już na utrzymanie świątyni i klasztoru, przez co ten rzadziej remontowano. W najtrudniejszym okresie całość dochodów warszawskich Wizytek pochodziła z nieistniejącej już kamienicy, która stała na miejscu dzisiejszego skweru im. ks. Jana Twardowskiego. Potem i ona została przejęta przez władze carskie i zamieniona na gimnazjum.

Kiedy w 1840 roku stan budynków był naprawdę opłakany, zakonnice zorganizowały kwestę na remont. Co ciekawe, sporą część ufundował... namiestnik Królestwa Polskiego. "Kurier Warszawski" przedstawił szczegółowy wykaz prac, kierowanych przez Henryka Marconiego, widnieje tam: remont dachu, renowacja obrazów i złoceń, konserwacja murów, prace szklarskie, sztukatorskie, remont fasady oraz przemalowanie wnętrz. Pierwsze nabożeństwo w odnowionym kościele miało miejsce 8 grudnia 1847 roku.

Kolejne poważniejsze prace konserwacyjne wykonywano jeszcze w latach 1884-1885, 1899-1902 oraz w roku 1913 i 1922, a także później, po II Wojnie Światowej w latach 1954-1958. W latach 1908-1911, w kościele założona została elektryczność.

Drewniana przybudówka

Kliknij, ab dodać do projektu

W przypadku takiego kościoła, jak przyklasztorny kościół Wizytek czasem trudno oddzielić historię samej budowli od historii zakonu. A przecież jedna bez drugiej nie istnieje. Dawniej była to praktycznie jedyna szkoła dla kobiet. W klasztorze rozpoczęły się pierwsze prace translatorskie, tłumaczono tam teksty i wydawano podręczniki do nauki języka francuskiego. Dzięki staraniom wielu ludzi udało się zachować zarówno klasztor, jak i świątynie w niemal nienaruszonym stanie przez prawie 300 lat. Widać to do tego stopnia, że gdy pójdziemy w dół ulicą Karową, możemy zobaczyć przez ogrodzenie oryginalne drewniane zabudowania gospodarskie. To cud że uchowały się w pożarze całego miasta.
Franciszek Semko
Komentarze